sobota, 6 września 2014

5 rozdział ♥

Poranek na Camp Nou był zachwycający , tylko Marc i Valencia , sami , błękitne niebo i ogromna przestrzeń, ale cóż trzeba było wstac i już tylko w pamięci zataic ten niesamowity moment.
- Dzień dobry kochanie - uśmiechnął sie chłopak
Valencia nic nie mówiła tylko wtuliła się w jego umięśnione ciało i ani troche nie chciała puścic
- Zbierajmy się bo jestesmy umówieni - przypomniał
- Ah no tak , szczerze mówiąc troche sie boje...
- Nie masz czego , moi rodzice napewno polubią tak mądrą i piękną dziewczyne jak ty.
Po kilku jeszcze spędzonych wspólnie minutach Marc zawiózł Valencie do domu gdyż uporczywie mówiła że nie może iśc w tych samych ubraniach które dzień wcześniej miała na sobie , chciała zrobic jak najlepsze wrażenie na rodzicach swojego chłopaka. Wreszcie po godzinie wybierania ubrań i robienia makijażu była gotowa do wyjazdu. Podróż trwała krótko , Pan i Pani Bartra mieszkaja 20 kilometrów od barcelony w miejscowości Castelldefels. Valencia była bardzo przejęta , chociaż była dobrej myśli że wszystko pójdzie dobrze i zostanie zaakceptowana. Marc razem z dziewczyną wjechali na ogromne podwórze w dzielnicy willowej. Dom przypominał pałac w troche mniejszej wersji. Ogród pełen róż zajmował miejsce po prawej częsci podwórka zaraz przed małym sadem z jabłonkami i śliwami. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy z zachwytu jak pięknie można mieszkac będądz w mieście, które, wprawdzie bardziej staje po stronie natury niż tworzenia wielkich fabryk i sklepów. Wreszcie otworzyły się drzwi wielkiego budynku z którego wyszła wysoka dostojna kobieta ubrana w długą spódnice i marynarke koloru beżowego, Ojciec Marca był ubrany w garnitur, był bardzo podobny do swojego syna , także wysoki i dobrze zbudowany , podobny kolor włosów i oczy jakby takie same lecz troche jaśniejsze.
Witaj synu - Do Marca podszedł ojciec i uścisnął dłoń syna.
Matka podeszła i delikatnie przytuliła chłopaka.
- Chce wam przedstawic moją dziewczyne - zaczął odrazu Marc
- Dzień dobry , jestem Valencia , miło mi poznac
- Ja jestem Blanca a to mój mąż Antonio - Powiedziała rodzicielka Marca ale widac było że nie jest szczególnie zadowolona.
Para została zaproszona do domu na obiad . Jadalnia do której weszli była ogromna, ściany wypełnione obrazami i dziełami sztuki, wszystko wydawało się jak z jakiegoś filmu z XVIII wieku. Po skończonym obiedzie w miłej dla Marca i Valenci atmosferze śmiechu , wspólnych żartów , ale nie koniecznie dla rodziców chłopaka , Pan Antonio i jego żona poprosili Marca na chwile do kuchni. Valencia przeczuwała że coś jest nie tak, na szczęście drzwi do kuchni były lekko uchylone i słychac było ich rozmowe.
- Marc niewiem czy dobrze wybrałeś - zaczęła matka - Ona wydaje sie byc taka niezdyscyplinowana, pozatym widziałeś jak ona wygląda , może i jest ładna ale ten ubiór aż odstrasza, kobieta musi byc schludna i porządnie ubrana
- Jak dla mnie jest z nią coś nie tak - powiedział ojciec - Myślę że jej chodzi tylko o pieniądze , no bo o co chodziłoby takiej zwykłej , przeciętnej dziewczynie która zadaje sie z piłkarzem z najlepszego klubu.
Po tych słowach Valencii zaczęły napływac łzy do oczu , zaczęła szukac wyjścia bo nie chciała dłużej słuchac tak okropnych rzeczy na swój temat. Po wyjściu niedaleko domu zauważyła przystanek autobusowy i postanowiła poczekac na najbliższy autobus. W międzyczasie Marc po skończonej rozmowie i kłótni z rodzicami zauważył że dziewczyny niema w domu i poszedł jej szukac. Właśnie podjechał autobus Valencii gdy usłyszała głos Marca.
- Poczekaj gdzie jedziesz ? - zapytał chłopak krzycząc ponieważ znajdował się kilka metrów dalej od dziewczyny.
- Marc ja tak niechce - Krzyknęła - skoro twoja rodzina ma mnie nie akceptowac i wszyscy myślą że jestem z tobą tylko dla pieniędzy to niechce psuc twojego wizerunku, zasługujesz na kogoś przy którym wszyscy będa sie czuli dobrze
- Nie rozumiesz że nie obchodzi mnie zdanie innych , chce byc z tobą chodzbym musiał byc ciągle krytykowany ale i tak jesteś dla mnie najważniejsza , nic więcej sie nie liczy , tylko ty i ja , kocham cie - z czułością odpowiedział chłopak , miał jeszcze nadzieje że Valencia zmieni zdanie
- Przykro mi - Powiedziała tylko to , widocznie chciała lepiej dla Marca niż dla siebie , a po jej twarzy spłynęła jedna łza .
Wsiadła do autobusu mimo słów Marca . Dla niej liczyło się tylko jego szczęście , musiała go zranic ale wiedziała że potem będzie lepiej . Kochac to także umiec sie rozstac, Umiec pozwolic komus odejśc, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłośc jest zaprzeczeniem egoizmu , zaborczości , jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przedewszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.





























Przepraszam za tą ogromną przerwe w pisaniu :c , miałam mało czasu ale teraz postaram się przeznaczyc więcej czasu na pisanie :) , rozdział nie jest długi i świetny ale pisany od serca i zajął mi bardzo dużo czasu starań bo chcę żebyście byli z niego zadowoleni :) , Chciałabym zaprosic was również na cudownego bloga Ady
http://ganador-eterna.blogspot.com/2014/09/rozdzia-12.html#_=_ to jeden z moich ulubionych blogów i również zachęcam was do jego czytania , gwarantuję że nie będziecie mogli doczekac się kolejnych rozdziałów ♥, to tyle , zachęcam również do komentowania i wyrażania swojej opini , pozdrawiam ;**