niedziela, 30 listopada 2014

6 rozdział ♥

Marc po odejściu Valencii zamknął się w sobie, ani przyjaciele ani najbliższe mu osoby nie umiały mu pomóc, Zaczął opuszczać treningi, siedzieć w domu całymi dniami i przyglądać się zdjęciu, nie byle jakiemu, zdjęciu na którym widniała jego miłość życia, którą niestety miał utracić. Tego dnia Marc jak zwykle leżał na łóżku i patrzył w sufit, z zamyślenia wyrwał go telefon.
- Cześć Marc tu Gerard, pamiętasz mnie jeszcze ? tak długo się nie widzieliśmy, że nie byłem pewny czy jeszcze żyjesz - odezwał się głos Gerarda w telefonie
- Nie wygłupiaj się, nie jest aż tak zle, tylko musze mieć chwile przerwy...- odrzekł smutno Marc
- Rozmawiałem z Luisem, nie podoba mu się to że tak opuszczasz treningi, jest zły i my również, musisz się wkońcu ogarnąć bo tak dalej być nie może. - Powiedział stanowczo Gerard.
Marc nagle zrobił się wściekły na Gerarda i zaczął krzyczeć.
- Wy nic nie rozumiecie ! Dla was to takie proste, ktoś przychodzi , ktoś odchodzi, ja taki nie jestem , nawet niewiesz jak bardzo przywiązuję się do ludzi. Dajcie mi spokój!. - Rozłączył się i usiadł na łóżku.
Obok niego leżała wielka poduszka którą rzucił w komode na której było zdjęcie. Podszedł do zbitego szkiełka z ramki i podniósł je razem ze zdjęciem.
- Valencia, dlaczego mi to zrobiłaś ? Tak bardzo Cię kocham. - zaczął płakać, dłużej nie mógł wytrzymać tego bólu.
Wkońcu zmęczony myślami zasnął , choć przyszło mu to nie łatwo. Następnego dnia o 15 miał zacząć się mecz. Marc nic sobie z tego nie robił, najwyrazniej nie miał ochoty w nim uczestniczyć, Miał dzisiaj inne plany. Przd meczem pojechał na plaże, właściwie miejsce u boku plaży, Stał tam wielki dom, Chłopak nie wiedział że Valencia także gdy ma zły humor spędza tam czas. Oboje zawsze lubili to miejsce, bo przywoływało wiele wspomnień. Chłopak wszedł na ostatnie piętro gdzie znajdował się ogromny balkon z którego było widać plaże. Nawet nie zauważył że trener próbował się do niego dodzwonić przynajmniej dziesięć razy. Usiadł na samym krańcu balkonu , nie było tam jakichkolwiek barierek bo dom był stary i wszystko było zniszczone. Nagle zauważył cień obok siebie. To była Valencia, tak jak wcześniej biło od niej ciepło i miłość , Marc był pewny że zmieniła zdanie i już chciał ją przytulic, ale ona powoli się odsunęła.
- Valencia, wróciłaś - spojrzał na nia z uśmiechem którego już dawno nie było można zobaczyc na jego twarzy
- Nie zupełnie - Odpowiedziała. - Chiałam tylko powiedzieć że słyszałam co się z tobą dzieje i nie chcę żeby tak dłużej było, nie uważasz że lepiej zapomnieć ? Wyjdzie to na dobre tobie i wszystkim w twoim otoczeniu, pomyśl że mnie wcale niema, że mnie nigdy nie było, nigdy nie istniałam.
- Skoro dla mnie masz nie istnieć to ja dla Ciebie też, ale nigdy nie uda mi się zapomnieć , więc mam lepszy pomysł- powiedział ze łzami w oczach,
Marc poszedł na koniec balkonu, spojarzał w dół i jeszcze raz na Valencie i skoczył. Tak po prostu. Valencia zaczęła płakać, oczywiście zeszła na dół. Zadzwoniła na pogotowie, ale zdawało jej się że Marc już nie oddycha, zrobił się blady, próbowała go obudzić, tak jakby tylko spał , ale uciekało z niego życie. W tym momencie pożałowała swoich słów, jak mogła kazać mu zapomnieć skoro sama nie umiała. Wyobrażacie sobie oddać za kogoś życie ? Kiedy wszystko inne idzie w zapomnienie, widzisz tylko ją , żyjesz nią, oddychasz dla niej i nie interesuję Cię własny świat , chodzby
 był światem doskonałym. Tak właśnie było w przypadku Marca, pokazał jak naprawde ważna jest druga osoba i że tylko ona nadaje życiu sens.

























A więc wróciłam do mojego bloga :) , rozdział taki jak każdy , oprócz tego że dał mi więcej do myślenia i okazałam w nim więcej uczuć :) , zresztą sami wyrazcie opinie :) Zapraszam :*