Marc po odejściu Valencii zamknął się w sobie, ani przyjaciele ani najbliższe mu osoby nie umiały mu pomóc, Zaczął opuszczać treningi, siedzieć w domu całymi dniami i przyglądać się zdjęciu, nie byle jakiemu, zdjęciu na którym widniała jego miłość życia, którą niestety miał utracić. Tego dnia Marc jak zwykle leżał na łóżku i patrzył w sufit, z zamyślenia wyrwał go telefon.
- Cześć Marc tu Gerard, pamiętasz mnie jeszcze ? tak długo się nie widzieliśmy, że nie byłem pewny czy jeszcze żyjesz - odezwał się głos Gerarda w telefonie
- Nie wygłupiaj się, nie jest aż tak zle, tylko musze mieć chwile przerwy...- odrzekł smutno Marc
- Rozmawiałem z Luisem, nie podoba mu się to że tak opuszczasz treningi, jest zły i my również, musisz się wkońcu ogarnąć bo tak dalej być nie może. - Powiedział stanowczo Gerard.
Marc nagle zrobił się wściekły na Gerarda i zaczął krzyczeć.
- Wy nic nie rozumiecie ! Dla was to takie proste, ktoś przychodzi , ktoś odchodzi, ja taki nie jestem , nawet niewiesz jak bardzo przywiązuję się do ludzi. Dajcie mi spokój!. - Rozłączył się i usiadł na łóżku.
Obok niego leżała wielka poduszka którą rzucił w komode na której było zdjęcie. Podszedł do zbitego szkiełka z ramki i podniósł je razem ze zdjęciem.
- Valencia, dlaczego mi to zrobiłaś ? Tak bardzo Cię kocham. - zaczął płakać, dłużej nie mógł wytrzymać tego bólu.
Wkońcu zmęczony myślami zasnął , choć przyszło mu to nie łatwo. Następnego dnia o 15 miał zacząć się mecz. Marc nic sobie z tego nie robił, najwyrazniej nie miał ochoty w nim uczestniczyć, Miał dzisiaj inne plany. Przd meczem pojechał na plaże, właściwie miejsce u boku plaży, Stał tam wielki dom, Chłopak nie wiedział że Valencia także gdy ma zły humor spędza tam czas. Oboje zawsze lubili to miejsce, bo przywoływało wiele wspomnień. Chłopak wszedł na ostatnie piętro gdzie znajdował się ogromny balkon z którego było widać plaże. Nawet nie zauważył że trener próbował się do niego dodzwonić przynajmniej dziesięć razy. Usiadł na samym krańcu balkonu , nie było tam jakichkolwiek barierek bo dom był stary i wszystko było zniszczone. Nagle zauważył cień obok siebie. To była Valencia, tak jak wcześniej biło od niej ciepło i miłość , Marc był pewny że zmieniła zdanie i już chciał ją przytulic, ale ona powoli się odsunęła.
- Valencia, wróciłaś - spojrzał na nia z uśmiechem którego już dawno nie było można zobaczyc na jego twarzy
- Nie zupełnie - Odpowiedziała. - Chiałam tylko powiedzieć że słyszałam co się z tobą dzieje i nie chcę żeby tak dłużej było, nie uważasz że lepiej zapomnieć ? Wyjdzie to na dobre tobie i wszystkim w twoim otoczeniu, pomyśl że mnie wcale niema, że mnie nigdy nie było, nigdy nie istniałam.
- Skoro dla mnie masz nie istnieć to ja dla Ciebie też, ale nigdy nie uda mi się zapomnieć , więc mam lepszy pomysł- powiedział ze łzami w oczach,
Marc poszedł na koniec balkonu, spojarzał w dół i jeszcze raz na Valencie i skoczył. Tak po prostu. Valencia zaczęła płakać, oczywiście zeszła na dół. Zadzwoniła na pogotowie, ale zdawało jej się że Marc już nie oddycha, zrobił się blady, próbowała go obudzić, tak jakby tylko spał , ale uciekało z niego życie. W tym momencie pożałowała swoich słów, jak mogła kazać mu zapomnieć skoro sama nie umiała. Wyobrażacie sobie oddać za kogoś życie ? Kiedy wszystko inne idzie w zapomnienie, widzisz tylko ją , żyjesz nią, oddychasz dla niej i nie interesuję Cię własny świat , chodzby
był światem doskonałym. Tak właśnie było w przypadku Marca, pokazał jak naprawde ważna jest druga osoba i że tylko ona nadaje życiu sens.
A więc wróciłam do mojego bloga :) , rozdział taki jak każdy , oprócz tego że dał mi więcej do myślenia i okazałam w nim więcej uczuć :) , zresztą sami wyrazcie opinie :) Zapraszam :*
Gdy uroda staje sie nie ważna wobec najważniejszego ♥ .
Bo uroda jest niczym przy tym do czego dążymy w życiu ♥ .
niedziela, 30 listopada 2014
sobota, 6 września 2014
5 rozdział ♥
Poranek na Camp Nou był zachwycający , tylko Marc i Valencia , sami , błękitne niebo i ogromna przestrzeń, ale cóż trzeba było wstac i już tylko w pamięci zataic ten niesamowity moment.
- Dzień dobry kochanie - uśmiechnął sie chłopak
Valencia nic nie mówiła tylko wtuliła się w jego umięśnione ciało i ani troche nie chciała puścic
- Zbierajmy się bo jestesmy umówieni - przypomniał
- Ah no tak , szczerze mówiąc troche sie boje...
- Nie masz czego , moi rodzice napewno polubią tak mądrą i piękną dziewczyne jak ty.
Po kilku jeszcze spędzonych wspólnie minutach Marc zawiózł Valencie do domu gdyż uporczywie mówiła że nie może iśc w tych samych ubraniach które dzień wcześniej miała na sobie , chciała zrobic jak najlepsze wrażenie na rodzicach swojego chłopaka. Wreszcie po godzinie wybierania ubrań i robienia makijażu była gotowa do wyjazdu. Podróż trwała krótko , Pan i Pani Bartra mieszkaja 20 kilometrów od barcelony w miejscowości Castelldefels. Valencia była bardzo przejęta , chociaż była dobrej myśli że wszystko pójdzie dobrze i zostanie zaakceptowana. Marc razem z dziewczyną wjechali na ogromne podwórze w dzielnicy willowej. Dom przypominał pałac w troche mniejszej wersji. Ogród pełen róż zajmował miejsce po prawej częsci podwórka zaraz przed małym sadem z jabłonkami i śliwami. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy z zachwytu jak pięknie można mieszkac będądz w mieście, które, wprawdzie bardziej staje po stronie natury niż tworzenia wielkich fabryk i sklepów. Wreszcie otworzyły się drzwi wielkiego budynku z którego wyszła wysoka dostojna kobieta ubrana w długą spódnice i marynarke koloru beżowego, Ojciec Marca był ubrany w garnitur, był bardzo podobny do swojego syna , także wysoki i dobrze zbudowany , podobny kolor włosów i oczy jakby takie same lecz troche jaśniejsze.
Witaj synu - Do Marca podszedł ojciec i uścisnął dłoń syna.
Matka podeszła i delikatnie przytuliła chłopaka.
- Chce wam przedstawic moją dziewczyne - zaczął odrazu Marc
- Dzień dobry , jestem Valencia , miło mi poznac
- Ja jestem Blanca a to mój mąż Antonio - Powiedziała rodzicielka Marca ale widac było że nie jest szczególnie zadowolona.
Para została zaproszona do domu na obiad . Jadalnia do której weszli była ogromna, ściany wypełnione obrazami i dziełami sztuki, wszystko wydawało się jak z jakiegoś filmu z XVIII wieku. Po skończonym obiedzie w miłej dla Marca i Valenci atmosferze śmiechu , wspólnych żartów , ale nie koniecznie dla rodziców chłopaka , Pan Antonio i jego żona poprosili Marca na chwile do kuchni. Valencia przeczuwała że coś jest nie tak, na szczęście drzwi do kuchni były lekko uchylone i słychac było ich rozmowe.
- Marc niewiem czy dobrze wybrałeś - zaczęła matka - Ona wydaje sie byc taka niezdyscyplinowana, pozatym widziałeś jak ona wygląda , może i jest ładna ale ten ubiór aż odstrasza, kobieta musi byc schludna i porządnie ubrana
- Jak dla mnie jest z nią coś nie tak - powiedział ojciec - Myślę że jej chodzi tylko o pieniądze , no bo o co chodziłoby takiej zwykłej , przeciętnej dziewczynie która zadaje sie z piłkarzem z najlepszego klubu.
Po tych słowach Valencii zaczęły napływac łzy do oczu , zaczęła szukac wyjścia bo nie chciała dłużej słuchac tak okropnych rzeczy na swój temat. Po wyjściu niedaleko domu zauważyła przystanek autobusowy i postanowiła poczekac na najbliższy autobus. W międzyczasie Marc po skończonej rozmowie i kłótni z rodzicami zauważył że dziewczyny niema w domu i poszedł jej szukac. Właśnie podjechał autobus Valencii gdy usłyszała głos Marca.
- Poczekaj gdzie jedziesz ? - zapytał chłopak krzycząc ponieważ znajdował się kilka metrów dalej od dziewczyny.
- Marc ja tak niechce - Krzyknęła - skoro twoja rodzina ma mnie nie akceptowac i wszyscy myślą że jestem z tobą tylko dla pieniędzy to niechce psuc twojego wizerunku, zasługujesz na kogoś przy którym wszyscy będa sie czuli dobrze
- Nie rozumiesz że nie obchodzi mnie zdanie innych , chce byc z tobą chodzbym musiał byc ciągle krytykowany ale i tak jesteś dla mnie najważniejsza , nic więcej sie nie liczy , tylko ty i ja , kocham cie - z czułością odpowiedział chłopak , miał jeszcze nadzieje że Valencia zmieni zdanie
- Przykro mi - Powiedziała tylko to , widocznie chciała lepiej dla Marca niż dla siebie , a po jej twarzy spłynęła jedna łza .
Wsiadła do autobusu mimo słów Marca . Dla niej liczyło się tylko jego szczęście , musiała go zranic ale wiedziała że potem będzie lepiej . Kochac to także umiec sie rozstac, Umiec pozwolic komus odejśc, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłośc jest zaprzeczeniem egoizmu , zaborczości , jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przedewszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.
Przepraszam za tą ogromną przerwe w pisaniu :c , miałam mało czasu ale teraz postaram się przeznaczyc więcej czasu na pisanie :) , rozdział nie jest długi i świetny ale pisany od serca i zajął mi bardzo dużo czasu starań bo chcę żebyście byli z niego zadowoleni :) , Chciałabym zaprosic was również na cudownego bloga Ady
http://ganador-eterna.blogspot.com/2014/09/rozdzia-12.html#_=_ to jeden z moich ulubionych blogów i również zachęcam was do jego czytania , gwarantuję że nie będziecie mogli doczekac się kolejnych rozdziałów ♥, to tyle , zachęcam również do komentowania i wyrażania swojej opini , pozdrawiam ;**
- Dzień dobry kochanie - uśmiechnął sie chłopak
Valencia nic nie mówiła tylko wtuliła się w jego umięśnione ciało i ani troche nie chciała puścic
- Zbierajmy się bo jestesmy umówieni - przypomniał
- Ah no tak , szczerze mówiąc troche sie boje...
- Nie masz czego , moi rodzice napewno polubią tak mądrą i piękną dziewczyne jak ty.
Po kilku jeszcze spędzonych wspólnie minutach Marc zawiózł Valencie do domu gdyż uporczywie mówiła że nie może iśc w tych samych ubraniach które dzień wcześniej miała na sobie , chciała zrobic jak najlepsze wrażenie na rodzicach swojego chłopaka. Wreszcie po godzinie wybierania ubrań i robienia makijażu była gotowa do wyjazdu. Podróż trwała krótko , Pan i Pani Bartra mieszkaja 20 kilometrów od barcelony w miejscowości Castelldefels. Valencia była bardzo przejęta , chociaż była dobrej myśli że wszystko pójdzie dobrze i zostanie zaakceptowana. Marc razem z dziewczyną wjechali na ogromne podwórze w dzielnicy willowej. Dom przypominał pałac w troche mniejszej wersji. Ogród pełen róż zajmował miejsce po prawej częsci podwórka zaraz przed małym sadem z jabłonkami i śliwami. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy z zachwytu jak pięknie można mieszkac będądz w mieście, które, wprawdzie bardziej staje po stronie natury niż tworzenia wielkich fabryk i sklepów. Wreszcie otworzyły się drzwi wielkiego budynku z którego wyszła wysoka dostojna kobieta ubrana w długą spódnice i marynarke koloru beżowego, Ojciec Marca był ubrany w garnitur, był bardzo podobny do swojego syna , także wysoki i dobrze zbudowany , podobny kolor włosów i oczy jakby takie same lecz troche jaśniejsze.
Witaj synu - Do Marca podszedł ojciec i uścisnął dłoń syna.
Matka podeszła i delikatnie przytuliła chłopaka.
- Chce wam przedstawic moją dziewczyne - zaczął odrazu Marc
- Dzień dobry , jestem Valencia , miło mi poznac
- Ja jestem Blanca a to mój mąż Antonio - Powiedziała rodzicielka Marca ale widac było że nie jest szczególnie zadowolona.
Para została zaproszona do domu na obiad . Jadalnia do której weszli była ogromna, ściany wypełnione obrazami i dziełami sztuki, wszystko wydawało się jak z jakiegoś filmu z XVIII wieku. Po skończonym obiedzie w miłej dla Marca i Valenci atmosferze śmiechu , wspólnych żartów , ale nie koniecznie dla rodziców chłopaka , Pan Antonio i jego żona poprosili Marca na chwile do kuchni. Valencia przeczuwała że coś jest nie tak, na szczęście drzwi do kuchni były lekko uchylone i słychac było ich rozmowe.
- Marc niewiem czy dobrze wybrałeś - zaczęła matka - Ona wydaje sie byc taka niezdyscyplinowana, pozatym widziałeś jak ona wygląda , może i jest ładna ale ten ubiór aż odstrasza, kobieta musi byc schludna i porządnie ubrana
- Jak dla mnie jest z nią coś nie tak - powiedział ojciec - Myślę że jej chodzi tylko o pieniądze , no bo o co chodziłoby takiej zwykłej , przeciętnej dziewczynie która zadaje sie z piłkarzem z najlepszego klubu.
Po tych słowach Valencii zaczęły napływac łzy do oczu , zaczęła szukac wyjścia bo nie chciała dłużej słuchac tak okropnych rzeczy na swój temat. Po wyjściu niedaleko domu zauważyła przystanek autobusowy i postanowiła poczekac na najbliższy autobus. W międzyczasie Marc po skończonej rozmowie i kłótni z rodzicami zauważył że dziewczyny niema w domu i poszedł jej szukac. Właśnie podjechał autobus Valencii gdy usłyszała głos Marca.
- Poczekaj gdzie jedziesz ? - zapytał chłopak krzycząc ponieważ znajdował się kilka metrów dalej od dziewczyny.
- Marc ja tak niechce - Krzyknęła - skoro twoja rodzina ma mnie nie akceptowac i wszyscy myślą że jestem z tobą tylko dla pieniędzy to niechce psuc twojego wizerunku, zasługujesz na kogoś przy którym wszyscy będa sie czuli dobrze
- Nie rozumiesz że nie obchodzi mnie zdanie innych , chce byc z tobą chodzbym musiał byc ciągle krytykowany ale i tak jesteś dla mnie najważniejsza , nic więcej sie nie liczy , tylko ty i ja , kocham cie - z czułością odpowiedział chłopak , miał jeszcze nadzieje że Valencia zmieni zdanie
- Przykro mi - Powiedziała tylko to , widocznie chciała lepiej dla Marca niż dla siebie , a po jej twarzy spłynęła jedna łza .
Wsiadła do autobusu mimo słów Marca . Dla niej liczyło się tylko jego szczęście , musiała go zranic ale wiedziała że potem będzie lepiej . Kochac to także umiec sie rozstac, Umiec pozwolic komus odejśc, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłośc jest zaprzeczeniem egoizmu , zaborczości , jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przedewszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.
Przepraszam za tą ogromną przerwe w pisaniu :c , miałam mało czasu ale teraz postaram się przeznaczyc więcej czasu na pisanie :) , rozdział nie jest długi i świetny ale pisany od serca i zajął mi bardzo dużo czasu starań bo chcę żebyście byli z niego zadowoleni :) , Chciałabym zaprosic was również na cudownego bloga Ady
http://ganador-eterna.blogspot.com/2014/09/rozdzia-12.html#_=_ to jeden z moich ulubionych blogów i również zachęcam was do jego czytania , gwarantuję że nie będziecie mogli doczekac się kolejnych rozdziałów ♥, to tyle , zachęcam również do komentowania i wyrażania swojej opini , pozdrawiam ;**
wtorek, 29 lipca 2014
4 rozdział ♥
Rano Marc odwiózł Valencie do domu. Dziewczyna postanowiła że sama porozmawia z mamą , nie chciała żeby Marc był świadkiem ich kłótni która jak twierdziła Valencia była nieunikniona. Mama nie widziała także że jej córka spotyka się z piłkarzem i postanowili narazie zachowac to dla siebie.
- trzymaj sie kochanie, będzie dobrze tylko sie nie denerwuj - powiedział i pocałował ją czule - tylko nie zapomnij że przyjeżdżam po Ciebie o 18
- Okey , spróbuje to jakos załatwic , do zobaczenia
- pa księżniczko
Pożegnali sie i Marc odjechał w szybkim tępie. Valencia powoli otworzyła drzwi do domu a po tym co zobaczyła zrobiło jej sie przykro. W salonie siedziała jej mama w ręku trzymała zdjęcie swojej córki z mężem, patrzyła w nie bez mrugania i pojedyńcze włzy spływały po jej policzkach. Dziewczyna usiadła obok niej bez słowa.
- Przepraszam - wykrztusiła mama
- Chciałaś dobrze
- Myslałam tylko o sobie , ale teraz wiem że to nie ma sensu, masz swoje zainteresowania, ja swoje i niech tak zostanie - objęła córke- Mam dla Ciebie prezent- wyjęła ładnie zapakowane pudełko.
Po otwarciu Valencia zobaczyła koszulke jej ukochanego klubu z Nazwiskiem Bartra i numerem 15, lekko zdziwiona podziękowała mamie i ją przytuliła, choc miała jeszcze jedno pytanie.
- Mamo czy nazwisko które wybrałas na koszulce było przypadkowe ?
- Oczywiście że nie, wiem że Marc to twój ulubiony piłkarz, często o nim mówiłaś.
- A no tak , rzeczywiście - dodała lekko zmieszana - będę się zbierała bo jestem umówiona.
Poszła do swojego pokoju uczesała, ubrała i zorientowała sie że zostało jej 5 minut .
Marc podjechał po nią i postanowił jeszcze raz zabrac ją na Camp Nou. Choc było pózno spycjalnie dla niego zgodzili się pózniej zamknąc obiekt. Gdy weszli na murawe Valencia zobaczyła kilkadziesiąt fajerwerek ułożonych w serce i jej imię. Marc zabrał ja na trybuny gdy na boisko wybiegli piłkarze i zaczęli odpalac fajerwerki. Widok był nieziemski, dziewczyna nie mogła oderwac oczu.
- Marc, ja niewiem co powiedziec - powiedziała z wielkim uśmiechem na ustach
- Nic nie mów tylko mnie pocałuj
Valencia objęła chłopaka i bardzo czule pocałowała raz , drugi , trzeci, aż w końcu na trybuny przyszli piłkarze.
- I jak podobało sie - spytał Gerard Pique
- To było cudowne , dziękuję - odpowiedziała dziewczyna
- Chłopaki możecie zostawic nas samych ? - spytał Marc
Piłkarze odeszli.
- Spójrz na środek stadionu, pamiętasz jak wspominałas że chciałabys zostac tu na noc ?
Na murawie stało wielkie łóżko całe w miekkich piórach. Valenci otworzyła szeroko oczy, złapała Marca za ręke i zeszła z trybun na boisko. Oboje połozyli sie na łóżku i rozmawiali do nocy
- Jutro zabieram cie do moich rodziców - powiedział Marc
- Mówiłeś im o nas ?
- Jeszcze nie , ale chce żeby wiedzieli z kim spędzę resztę życia - przytulił ją i pocałował.
zasnęli, wtuleni do siebie. Valencia jeszcze nigdy nie była taka szczęśliwa wiedziała że zrobi wszystko żeby Marc był obok niej.
Pomysł na ten rozdział dała mi Kasia , która jest genialna ♥ i bardzo bardzo bardzo jej dziękuję :)))
Zapraszam do komentowania i oceniania :)
- trzymaj sie kochanie, będzie dobrze tylko sie nie denerwuj - powiedział i pocałował ją czule - tylko nie zapomnij że przyjeżdżam po Ciebie o 18
- Okey , spróbuje to jakos załatwic , do zobaczenia
- pa księżniczko
Pożegnali sie i Marc odjechał w szybkim tępie. Valencia powoli otworzyła drzwi do domu a po tym co zobaczyła zrobiło jej sie przykro. W salonie siedziała jej mama w ręku trzymała zdjęcie swojej córki z mężem, patrzyła w nie bez mrugania i pojedyńcze włzy spływały po jej policzkach. Dziewczyna usiadła obok niej bez słowa.
- Przepraszam - wykrztusiła mama
- Chciałaś dobrze
- Myslałam tylko o sobie , ale teraz wiem że to nie ma sensu, masz swoje zainteresowania, ja swoje i niech tak zostanie - objęła córke- Mam dla Ciebie prezent- wyjęła ładnie zapakowane pudełko.
Po otwarciu Valencia zobaczyła koszulke jej ukochanego klubu z Nazwiskiem Bartra i numerem 15, lekko zdziwiona podziękowała mamie i ją przytuliła, choc miała jeszcze jedno pytanie.
- Mamo czy nazwisko które wybrałas na koszulce było przypadkowe ?
- Oczywiście że nie, wiem że Marc to twój ulubiony piłkarz, często o nim mówiłaś.
- A no tak , rzeczywiście - dodała lekko zmieszana - będę się zbierała bo jestem umówiona.
Poszła do swojego pokoju uczesała, ubrała i zorientowała sie że zostało jej 5 minut .
Marc podjechał po nią i postanowił jeszcze raz zabrac ją na Camp Nou. Choc było pózno spycjalnie dla niego zgodzili się pózniej zamknąc obiekt. Gdy weszli na murawe Valencia zobaczyła kilkadziesiąt fajerwerek ułożonych w serce i jej imię. Marc zabrał ja na trybuny gdy na boisko wybiegli piłkarze i zaczęli odpalac fajerwerki. Widok był nieziemski, dziewczyna nie mogła oderwac oczu.
- Marc, ja niewiem co powiedziec - powiedziała z wielkim uśmiechem na ustach
- Nic nie mów tylko mnie pocałuj
Valencia objęła chłopaka i bardzo czule pocałowała raz , drugi , trzeci, aż w końcu na trybuny przyszli piłkarze.
- I jak podobało sie - spytał Gerard Pique
- To było cudowne , dziękuję - odpowiedziała dziewczyna
- Chłopaki możecie zostawic nas samych ? - spytał Marc
Piłkarze odeszli.
- Spójrz na środek stadionu, pamiętasz jak wspominałas że chciałabys zostac tu na noc ?
Na murawie stało wielkie łóżko całe w miekkich piórach. Valenci otworzyła szeroko oczy, złapała Marca za ręke i zeszła z trybun na boisko. Oboje połozyli sie na łóżku i rozmawiali do nocy
- Jutro zabieram cie do moich rodziców - powiedział Marc
- Mówiłeś im o nas ?
- Jeszcze nie , ale chce żeby wiedzieli z kim spędzę resztę życia - przytulił ją i pocałował.
zasnęli, wtuleni do siebie. Valencia jeszcze nigdy nie była taka szczęśliwa wiedziała że zrobi wszystko żeby Marc był obok niej.
Pomysł na ten rozdział dała mi Kasia , która jest genialna ♥ i bardzo bardzo bardzo jej dziękuję :)))
Zapraszam do komentowania i oceniania :)
piątek, 25 lipca 2014
3 rozdział ♥
- Valencio, pora wstawac - powiedziała z przepełnionym dumą uśmiechem mama. - Zabieram cię na casting do najnowszej prezentacji kolekcji stroi kąpielowych Stelli McCartney.
- Mamo naprawde musze ? - wydusiła w części nieprzytomna jeszcze dziewczyna. - wolałabym przejśc sie na stadion.
- Valencio przestań, wiesz że nie lubie kłócic sie na temat tak bezużyteczny jak piłka nożna , wstawaj bo za pół godziny wyjeżdżamy czy ci się to podoba czy nie. - powiedziała doniosłym i oburzonym głosem matka Valenci po czym wyszła z pokoju.
Dziewczyna niewiele myśląc aby nie zrobic matce przykrości postanowiła że wezmie udział w jednym castingu. Ubrała się , zjadła śniadanie i pojechała z mamą do największej w hiszpanii agencji modelek. Mieściła sie ona w Barcelonie więc jazda trwała około 15 minut. Po wejściu do budynku dziewczyna zobaczyła dziesiątki dziewczyn z idealną opalenizną nienaganną sylwetką , makijażem od najlepszych kosmetyczek w kraju. Lecz nie czuła sie inna , stwierdziła że każdy ma sowje pasie więc uszanowała też ich miłośc do modelingu. Stylistki dały jej od razu strój najbardziej odpowiedni do jej wyglądu i kazały przymierzyc , następnie umalowały ją , uczesały i tak Valencia stanęła na wybiegu przed trójką jurorów. Czuła się nieswojo, nie podobało jej się chodzenie półnagim w tą i spowrotem ze szcztucznym uśmiechem , chciała już wrócic do domu. Nadszedł czas gdy miało okazac sie kto dostanie kontrakt i wyjedzie do Paryża na pół roku i prezentowac stroje na największym na świecie wybiegu. Dla Valenci był to tylko stracony czas, ona nie myślała nawet o wyjezdzie była pewna że i tak jest milion innych , ładniejszych dziewczyn któe na to zasługują.
- A kontrakt i wyjazd do Paryża otrzymuje Valencia Moreno , gratulacje - ogłosił przewodniczący jurorów
- Córciu wygrałas tak się cieszę zostaniesz najlepszą modelką na świecie - wykrzyknęła mama Valenci która nigdy nie byłą jeszcze tak dumna z córki.
Lecz Valencia nie odezwała sie ani słowem. Juror podał jej ręke i zaczął gratulowac kiedy dziewczyna odwróciła się i uciekła. Przerażona wybiegła i wyjęła telefon. Szybko wybrała numer Marca i zadzwoniła.
- Hej Valencio, skarbie - odezwał sie głos Marca w telefonie
- Marc stało sie coś okropnego , prosze przyjedz po mnie pod agencje modelek i to szybko
- Już jade.
Dziewczyna nie czekała 5 minut Marc już był na miejscu. Wysiadł z samochodu i mocno przytulił Valencie , dziewczyna czuła się okropnie i nie chciała wracac do domu więc Marc zabrał ją do siebie. W domu usiedli przy herbacie i zaczęli rozmawiac o tym co sie wydarzyło.
- Dlczego poszłas na ten casting skoro wiedziałas że to może sie tak skończyc ? - zapytał zatroskany chłopak
- Nie chciałam zrobic przykrości mamie, a pozatym byłam pewna że są ładniejsze dziewczyny z lepszą osobowością które na to zasługują - odparła smutno
- Przecież wiesz że jesteś najmądrzejsza i najpiękniejsza - delikatnie ją pocałował i przytulił
- Więc co ja teraz zrobie ?
- Porozmawiaj z mamą , przecież nie może cie zmusic do czegos czego nie chcesz
- Wiesz masz racje , ona powinna wkońcu pogodzic sie z tym że nie zawsze będe robiła to czego ona chce.
- Chodzmy już spac , jutro pojedziemy do Ciebie i wszystko uzgodnimy z twoja mamą.
- Dziękuję Marc , że mnie tak wspierasz, co ja bym bez Ciebie zrobiła- pocałowała go a on odwazajemnił pocałunek.
Rozmawiali jeszcze przez pewien czas, aż w koncu zasnęli .Valencia nie była pewna czy jej mama zrozumie jej pasje i skończy narzucac jej swoje zasady.
Przepraszam że taka przerwa w pisaniu ;c jakos nie miałam czasu ale teraz postaram się to nadrobic ♥ , myślę że podoba sie wam ten rozdział :) , już niebawem następny :) zachęcam do komentowania i wyrażania swojej opini ;* ♥
- Mamo naprawde musze ? - wydusiła w części nieprzytomna jeszcze dziewczyna. - wolałabym przejśc sie na stadion.
- Valencio przestań, wiesz że nie lubie kłócic sie na temat tak bezużyteczny jak piłka nożna , wstawaj bo za pół godziny wyjeżdżamy czy ci się to podoba czy nie. - powiedziała doniosłym i oburzonym głosem matka Valenci po czym wyszła z pokoju.
Dziewczyna niewiele myśląc aby nie zrobic matce przykrości postanowiła że wezmie udział w jednym castingu. Ubrała się , zjadła śniadanie i pojechała z mamą do największej w hiszpanii agencji modelek. Mieściła sie ona w Barcelonie więc jazda trwała około 15 minut. Po wejściu do budynku dziewczyna zobaczyła dziesiątki dziewczyn z idealną opalenizną nienaganną sylwetką , makijażem od najlepszych kosmetyczek w kraju. Lecz nie czuła sie inna , stwierdziła że każdy ma sowje pasie więc uszanowała też ich miłośc do modelingu. Stylistki dały jej od razu strój najbardziej odpowiedni do jej wyglądu i kazały przymierzyc , następnie umalowały ją , uczesały i tak Valencia stanęła na wybiegu przed trójką jurorów. Czuła się nieswojo, nie podobało jej się chodzenie półnagim w tą i spowrotem ze szcztucznym uśmiechem , chciała już wrócic do domu. Nadszedł czas gdy miało okazac sie kto dostanie kontrakt i wyjedzie do Paryża na pół roku i prezentowac stroje na największym na świecie wybiegu. Dla Valenci był to tylko stracony czas, ona nie myślała nawet o wyjezdzie była pewna że i tak jest milion innych , ładniejszych dziewczyn któe na to zasługują.
- A kontrakt i wyjazd do Paryża otrzymuje Valencia Moreno , gratulacje - ogłosił przewodniczący jurorów
- Córciu wygrałas tak się cieszę zostaniesz najlepszą modelką na świecie - wykrzyknęła mama Valenci która nigdy nie byłą jeszcze tak dumna z córki.
Lecz Valencia nie odezwała sie ani słowem. Juror podał jej ręke i zaczął gratulowac kiedy dziewczyna odwróciła się i uciekła. Przerażona wybiegła i wyjęła telefon. Szybko wybrała numer Marca i zadzwoniła.
- Hej Valencio, skarbie - odezwał sie głos Marca w telefonie
- Marc stało sie coś okropnego , prosze przyjedz po mnie pod agencje modelek i to szybko
- Już jade.
Dziewczyna nie czekała 5 minut Marc już był na miejscu. Wysiadł z samochodu i mocno przytulił Valencie , dziewczyna czuła się okropnie i nie chciała wracac do domu więc Marc zabrał ją do siebie. W domu usiedli przy herbacie i zaczęli rozmawiac o tym co sie wydarzyło.
- Dlczego poszłas na ten casting skoro wiedziałas że to może sie tak skończyc ? - zapytał zatroskany chłopak
- Nie chciałam zrobic przykrości mamie, a pozatym byłam pewna że są ładniejsze dziewczyny z lepszą osobowością które na to zasługują - odparła smutno
- Przecież wiesz że jesteś najmądrzejsza i najpiękniejsza - delikatnie ją pocałował i przytulił
- Więc co ja teraz zrobie ?
- Porozmawiaj z mamą , przecież nie może cie zmusic do czegos czego nie chcesz
- Wiesz masz racje , ona powinna wkońcu pogodzic sie z tym że nie zawsze będe robiła to czego ona chce.
- Chodzmy już spac , jutro pojedziemy do Ciebie i wszystko uzgodnimy z twoja mamą.
- Dziękuję Marc , że mnie tak wspierasz, co ja bym bez Ciebie zrobiła- pocałowała go a on odwazajemnił pocałunek.
Rozmawiali jeszcze przez pewien czas, aż w koncu zasnęli .Valencia nie była pewna czy jej mama zrozumie jej pasje i skończy narzucac jej swoje zasady.
Przepraszam że taka przerwa w pisaniu ;c jakos nie miałam czasu ale teraz postaram się to nadrobic ♥ , myślę że podoba sie wam ten rozdział :) , już niebawem następny :) zachęcam do komentowania i wyrażania swojej opini ;* ♥
poniedziałek, 7 lipca 2014
2 rozdział ♥
Tej nocy nie spała. Leżała wpatrzona w sufit a w jej głowie znajdowało się tysiące myśli i obrazów. Myślała tylko o jednym o nim, o jego czułym uśmiechu pełnym radości, o oczach tak ciepłych i przepełnionych troską. Już wiedziała że czuje do Marca coś niezwykłego. Nazajutrz o godzinie 17:00 była już gotowa i zwarta do wyjścia. Prawie cały dzień do południa wybierała strój makijaż i uczesanie włosów, aż w końcu się udało. Zadzwoniła do Marca który już po dziesięciu minutach stał przed jej domem, Na przywitanie dostała buziaka w policzek i poczuła że robi się czerwona. Marc postanowił napierw zabrać Valencie w swoje ulubione miejsce. Była to mała plaża na końcu Barcelony . Gdy wysiadli z samochodu Valencia otworzyła szeroko oczy na widok pięknej czystej plaży i błękitnej wody. Szli powoli po piasku obserwując przelatujące nieopodal ptaki. Weszli na pomost i w tym momencie stopa dziewczyny zsunęła się niechcący do wody, Valencia szybko złapała Marca za rękę jednak nie uniknęła wpadnięcia do wody , oczywiście razem z Marciem.
- Ooo nie, co ze mnie za niezdara - krzyknęła Valencia , jednocześnie zła i spalona ze wstydu.
- Najwidoczniej tak miało być hahah - wybuchł śmiechem Marc który ani troche nie był zły.
- Bardzo cie przepraszam , to nie było spycjalnie
W tym momencie Marc spoważniał , Valencia czuła się troche zmieszana , Marc patrzył jej głęboko w oczy tak jakby dopiero teraz chciał dokładnie przyjrzeć sie dziewczynie. Między nimi był tylko mały odstęp wody w której ciągle sie znajdowali. Nagle chłopak zbliżył sie nieco i delikatnie pocałował Valencie. Nie miała nic przeciwko , również odwzajemniła pocałunek.
-Valencio...- zaczął szeptać do dziewczyny- Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i powiedziała - Bo ten pocałunek był wyjątkowy , taki szczery
- A więc ty też coś do mnie czujesz ? - zapytał Marc
- Oczywiście że tak , gdy cię zobaczyłam wiedziałam że tak łatwo nie będe mogła oderwać od Ciebie oczu.
- Kocham cie - szepnął
- Ja Ciebie też , nawet nie wiesz jak bardzo - odpowiedziała Valencia
Po tej rozmowie Marc wreszcie stwierdził że czas wyjść z wody. Na plaży oboje siedzieli do pózna w nocy wtuleni w siebie rozmawiająć i patrząc w gwiazdy. Mimo że kolacja się nie odbyła i nie wszystko poszło po myśli Valencii, to nie żałuję swojej wpadki która zmieniła jej życie na takie którego nigdy by się nie spodziewała.
Przepraszam za dość krótki rozdział :) Zachęcam do komentowania , czekam na wasze opinie te dobre i te złe :) Niebawem napiszę 3 rozdział i postaram się by był dłuższy , pozdrawiam Cules ;** ♥
- Ooo nie, co ze mnie za niezdara - krzyknęła Valencia , jednocześnie zła i spalona ze wstydu.
- Najwidoczniej tak miało być hahah - wybuchł śmiechem Marc który ani troche nie był zły.
- Bardzo cie przepraszam , to nie było spycjalnie
W tym momencie Marc spoważniał , Valencia czuła się troche zmieszana , Marc patrzył jej głęboko w oczy tak jakby dopiero teraz chciał dokładnie przyjrzeć sie dziewczynie. Między nimi był tylko mały odstęp wody w której ciągle sie znajdowali. Nagle chłopak zbliżył sie nieco i delikatnie pocałował Valencie. Nie miała nic przeciwko , również odwzajemniła pocałunek.
-Valencio...- zaczął szeptać do dziewczyny- Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i powiedziała - Bo ten pocałunek był wyjątkowy , taki szczery
- A więc ty też coś do mnie czujesz ? - zapytał Marc
- Oczywiście że tak , gdy cię zobaczyłam wiedziałam że tak łatwo nie będe mogła oderwać od Ciebie oczu.
- Kocham cie - szepnął
- Ja Ciebie też , nawet nie wiesz jak bardzo - odpowiedziała Valencia
Po tej rozmowie Marc wreszcie stwierdził że czas wyjść z wody. Na plaży oboje siedzieli do pózna w nocy wtuleni w siebie rozmawiająć i patrząc w gwiazdy. Mimo że kolacja się nie odbyła i nie wszystko poszło po myśli Valencii, to nie żałuję swojej wpadki która zmieniła jej życie na takie którego nigdy by się nie spodziewała.
Przepraszam za dość krótki rozdział :) Zachęcam do komentowania , czekam na wasze opinie te dobre i te złe :) Niebawem napiszę 3 rozdział i postaram się by był dłuższy , pozdrawiam Cules ;** ♥
wtorek, 1 lipca 2014
1 rozdział ♥
To właśnie dzisiejszego dnia Valencia kończyła szesnaste urodziny. Tak z utęsknieniem czekała na ten dzień. Jeszcze dwa dni i rozpoczną się egzaminy sprawnościowe do żeńskiej drużyny Fc Barcelony. Jednak jedna rzecz stała na drodze do spełnienia tego marzenia, mama a właściwie jej uporczywe zakazy gry w piłkę , co dopiero wiązania z nią dalszej przyszłości. Valencia postanowiła że na razie swoje plany przemilczy, ponieważ bała się reakcji matki. Chociaż szesnaste urodziny wiązały ze sobą tak długo oczekiwane piękne chwile to znalazły się także te złe. Matka Valencii obiecała sobie w duchu że gdy jej córka skończy szesnaste urodziny będzie musiała wybrać pieniądze, sławe, i modeling, dziewczyna bardzo dobrze o tym wiedziała lecz nie przyjmowała tego do wiadomości. Valencia nie urządzała hucznych urodzin , zaprosiła tylko garstkę osób z którymi miło spędziła wieczór. Kolejne dwa dni minęły na rozmyślaniu i przwidywaniu możliwych sytuacji które moga wydarzyć się na stadionie. Zaczął się wtorek , Valencia nastawiła budzik na szóstą rano aby dobrze się przygotować , ponieważ już o dziewiątej musiała być na Camp Nou. Wzięła poranny prysznic , ubrała niebieskie spodnie od dresów i białą bokserke, po czym związała długie blond włosy w warkocz. Nie musiała się tłumaczyć mamie gdzie idze bo ta już od siódmej pracowała nad nową reklamą marki ubrań. Do Camp Nou szło się około 20 minut . Na stadionie czekały już kandydatki do egzaminów. Valencia po prostu weszła na stadion wzięła piłkę i czuła jak biega podczas meczy, strzela gole i co najważniejsze że matka jest z niej dumna i zmienia zdanie na temat piłki nożnej. Dziewczyna spojrzała na trybuny a na nich siedział nie kto inny jak Marc Bartra i Alexis Sanchez. Dostała oczopląsów i myślała że to tylko jej wyobraznia płata figle. Marc był jej największym idolem , kochała jego gole i oczy , na jej ścianie wisiały dziesiątki plakatów z jego podobizną , tu nagle Marc przychodzi aby pooglądać jak gra . Podążała za nim wzrokiem a on ukradkiem spoglądał na nią. Wreszcie przyszedł czas na rozpoczęcie egzaminu . Dziewczęta biegały z piłką , wykonywały ćwiczenia i grały mecze , te 3 godziny minęły Valencii w mgnieniu oka. Wydawało jej się że jest o niebo lepsza niż zwykle tylko dlaczego?. Co dawało jej ten power do gry, lub kto ?. Po zakończeniu treningu Valencia jeszcze chwilę została na Camp Nou, zawsze imponował ją widok tego jakże pieknego stadionu. Gdy siedziała wpatrzona w murawe poczuła że ktoś siada obok.
- Cześć, jestem Marc - powiedział uśmiechnięty szeroko piłkarz.
Valencia wpatrywała się w niego jakby zobaczyła ducha.
- Hej, nazywam się Valencia- wydusiła cicho , w ciągłym niedowierzaniu.
- Widziałem jak grasz , jesteś naprawdę dobra, idealna dziewczyna do drużyny - powiedział z zachwytem Marc.
-jejku dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony że tak uwarzasz- mówiła to patrząc na jego duże zielone oczy i czuła się jak w najpiekniejszym śnie.
Do rozmawiających Valencii i Marca podszedł Alexis z wysoką brunetką o falowanych włosach.
- Hej jestem Alexis , a to moja dziewczyna Ama - wyciągnął rękę do Valencii
- Hej jestem Valencia- uśmiechnęła się grzecznie.
-Alexis my się już znamy z Valencią - odparła Ama
-A no tak przecież też brałaś udział w egzaminach, taki talent to rzadkość wśród dziewczyn- Wesoło powiedziała Valencia lekko oszołomiona spoglądającymi na nią piłkarzami.
- A więc Valencio...- zaczął Marc - może w ramach tego że tak dobrze grałaś i ogłoszenie tego że się dostałaś to czysta formalność , umówilibyśmy się na spacer i kolację
- Bardzo chętnie - zarumieniona Valencia puściła oczko do Marca .
- a więc masz mój numer - podał jej karteczke jakby przewidział to spotkanie
- dziękuję, ja lecę to dooo.... jutra ! - krzyknęła dziewczyna i powoli zaczęła wstawać.
Pożegnali się i Valencia opuściła stadion w wielkim szoku i podekscytowana jutrzejszym dniem .


Przepraszam że tak mało zaskakujących scen , postaram się wzbogacić to w nastepnym rozdziale ♥
Pozdrowienia dla Amy dziewczyny Alexisa :D
No i zapraszam do komentowania i oceniania mojego rozdziału ;*
- Cześć, jestem Marc - powiedział uśmiechnięty szeroko piłkarz.
Valencia wpatrywała się w niego jakby zobaczyła ducha.
- Hej, nazywam się Valencia- wydusiła cicho , w ciągłym niedowierzaniu.
- Widziałem jak grasz , jesteś naprawdę dobra, idealna dziewczyna do drużyny - powiedział z zachwytem Marc.
-jejku dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony że tak uwarzasz- mówiła to patrząc na jego duże zielone oczy i czuła się jak w najpiekniejszym śnie.
Do rozmawiających Valencii i Marca podszedł Alexis z wysoką brunetką o falowanych włosach.
- Hej jestem Alexis , a to moja dziewczyna Ama - wyciągnął rękę do Valencii
- Hej jestem Valencia- uśmiechnęła się grzecznie.
-Alexis my się już znamy z Valencią - odparła Ama
-A no tak przecież też brałaś udział w egzaminach, taki talent to rzadkość wśród dziewczyn- Wesoło powiedziała Valencia lekko oszołomiona spoglądającymi na nią piłkarzami.
- A więc Valencio...- zaczął Marc - może w ramach tego że tak dobrze grałaś i ogłoszenie tego że się dostałaś to czysta formalność , umówilibyśmy się na spacer i kolację
- Bardzo chętnie - zarumieniona Valencia puściła oczko do Marca .
- a więc masz mój numer - podał jej karteczke jakby przewidział to spotkanie
- dziękuję, ja lecę to dooo.... jutra ! - krzyknęła dziewczyna i powoli zaczęła wstawać.
Pożegnali się i Valencia opuściła stadion w wielkim szoku i podekscytowana jutrzejszym dniem .


Przepraszam że tak mało zaskakujących scen , postaram się wzbogacić to w nastepnym rozdziale ♥
Pozdrowienia dla Amy dziewczyny Alexisa :D
No i zapraszam do komentowania i oceniania mojego rozdziału ;*
niedziela, 29 czerwca 2014
Prolog
W jednym z Hiszpańskich domów 5 letnia Valencia spędzała dość samotne popołudnie , jak większość dzieci, modelek, które spieszą się na ważne pokazy i sesje. Dziewczynce towarzyszyła tylko smacznie chrapiąca w fotelu opiekunka o podeszłym już wieku. Valenci znudziło sie malowanie wymyślonych stworów, więc postanowiła wymknąć się z domu. Przemknęła po cichu przez salon by nie obudzić opiekunki i już po chwili znalazła się na ruchliwych ulicach Barcelony . Wreszcie znalazła miejsce które się jej podobało. Było to małe boisko nieopodal Stadionu Camp Nou. Dzieci właśnie zaczynały mecz więc Valencia postanowiła się przyłączyć. Po trzygodzinnej grze i zabawie , gdy słońce zaczęło zachodzić Valencia postanowiła wrócić , lecz obiecała sobie że to będzie jej miejsce i ta piłka która dzisiaj dotchnęła jej małych stóp będzie jej nierozłączną towarzyszką. Tak Valencia zaczęłą rozwijać swoją pasję która miała się nigdy nie skończyć ...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



.gif)





